Bój o leśniczówkę

02-10-2010
Leśniczówka w Stołęzynie

Wiktoria, córka Jadwigi i Wincentego Ochockich urodziła się w 1944r. Imię, które nadali jej rodzice, zapewne wcale nie zdając sobie z tego sprawy - było synonimem mającej wkrótce nadejść wolności. Wiktoria nie wiedziała, że wolność trzeba okupić daniną krwi. Nie domyślała się też, bo i skąd, że w imię tej wolności - odda życie jej ojciec.

Była ona ósmym z kolei dzieckiem, w rozkochanej w dzieciach rodzinie Ochockich. Wincenty, w lutym 1942r. powrócił do domu w Polsce, za zgodą wyjątkowo życzliwej jemu Niemki, która zgodziła się na wymianę ojca, sześciorga wtedy dzieci – na innego robotnika polskiego do pracy w swoim gospodarstwie rolnym, we wschodniej połaci Niemiec. Listy - żony i matki, opiekującej się samotnie gromadką dzieci, pisane do męża i jego pracodawczyni trafiły widać na podatny grunt, co na tamte czasy było swoistym, zaiste ewenementem.

Ochocki po powrocie z Niemiec otrzymał pracę w kopalni soli w Wapnie, będącej w okresie okupacji pod zarządem niemieckim. Wraz z wolnością, którą otrzymali wapnianie, 21 stycznia 1945r. nadszedł też czas tworzenia pierwszych demokratycznych struktur w terenie. Z wapieńskich górników utworzono Straż Porządkową, stworzono też z nich zalążek pod przyszłą Milicję Obywatelską, mającą między innymi za zadanie - pomoc wojskom radzieckim w zapewnieniu ładu i porządku w terenie.

Wincenty Ochocki - człowiek, który zginął w leśniczówce w Stołężynie, w dniu 26 stycznia 1945r.

Wincenty Ochocki został jednym z członków tego ostatniego tworu. 26 stycznia 1945r, uzbrojony w karabin wraz z kolegą, Henrykiem Andrzejewskim - sprawował służbę na drodze wiodącej z Podolina na Stołężyn. Mieli za zadanie kierować uciekających Niemców na boczne drogi, tak aby nie hamowali przemarszu główną drogą wojsk radzieckich, prących w kierunku Berlina. Ich służba była rozłożona w czasie, na poranne godziny, między 9-tą a 12 t-ą.

W okolicy, w te pierwsze styczniowe dni wolności - pałętały się różne gromadki uciekających Niemców. Byli to również żołnierze przegranej, lecz wciąż jeszcze groźnej w swej desperacji niemieckiej armii. Posuwali się przeważnie nocami, za dnia ukrywając się w stojących pusto, po okolicy zabudowaniach. Na taką właśnie grupę, dwunastu niemieckich maruderów, ubranych w białe maskujące stroje spadochroniarzy - natrafił w leśniczówce w Stołężynie, Stefan Sikorski. Był on tam przez czas niemieckiej okupacji w służbie u leśniczego Schmidta. Wykonywał jako parobek, jak to się wtedy zwykło mówić - wszelkiego rodzaju prace gospodarskie, zajmując się też oprzętem zwierząt gospodarskich.

We wzmiankowanym dniu, chciał jak zawsze nakarmić pozostawione tam przez Schmidta „stwory”, a przy okazji wydoić krowy. Będących w ukryciu Niemców, wywabił z ich kryjówki głód. Poprosili o mleko oraz o chleb. Sikorski stwierdził, iż mleko może im dać, jednakże chleba nie ma i co najwyżej może im przynieść. Głód był silniejszy od strachu, Niemcy się więc na to zgodzili.

Wieść o ukrywających się w leśniczówce niemieckich żołnierzach, lotem błyskawicy obiegła okolicę. Dotarła też do Rosjan, stacjonujących w Wapnie, na ukręcie drogi, w kierunku na Gołańcz. Ci, pośpiesznie - czołgiem wraz z grupą czternastu śmiałków z grona braci górniczej, wśród których byli między innymi: Zygmunt Wiśniewski, Maksymilian Baranek, Kazimierz Kwaśniewski, Leon Sokołowski, Marian Szefler oraz Kazimierz Grewling - udali się zarekwirowaną w pobliskim, poniemieckim majątku rolnym, konną podwodą w kierunku leśniczówki.

Przypadek sprawił, iż w Stołężynie natrafili na kończącego swą służbę Wincentego Ochockiego. Ten początkowo wzbraniał się przed udziałem w ataku na leśniczówkę, pełną Niemców. Ciągnęło go do domu, do dzieci, był już po służbie. Czyżby, było to przeczucie tego, co miało nieuchronnie nastąpić?

Jednakże wobec ostrego stanowiska Rosjan, którzy dosadnie stwierdzili, iż: „...oni przejechali tysiące kilometrów, aby ich wyzwolić, a tu taki owaki... skoro nie chce iść z nimi, to go... rozstrzelać...” Pojechał więc z resztą grupy. Wysiedli w sąsiedztwie leśniczówki... Ubrany w ciemną kurtkę, liczący około 176 cm wzrostu Ochocki – do złudzenia przypominał, obserwującym z okien leśniczówki Niemcom, sylwetką Stefana Sikorskiego, który udał się z ich nakazu po chleb, a ubrany był również w ciemną kurtkę. To musiało podziałać na wyobraźnię – zostali zdradzeni.

Jak opowiadał później złapany przez Rosjan, jeden z dwójki Niemców, młody 18-letni żołnierz... Otrzymał on, od oficera będącego w ich gronie rozkaz, iż: „... tego zdrajcę, w tej czarnej kurtce... musi zabić”. Niemcy rozpoczęli ostrzał do zbliżającej się grupy. Ukryci w pobliskim rowie Polacy odpowiedzieli również ogniem, próbując przy okazji - przemieścić się w pobliże leśniczówki. Ochocki, który chciał się podnieść z rowu i schować za ceglanym murkiem od bramy, wiodącej do leśniczówki – padł trafiony kulą, wystrzeloną przez młodego, zaczajonego nań, Niemca. Kula, która przeszła przez prawą pierś, wyszła przez plecy.

Ta sytuacja rozwścieczyła Rosjan, którzy wyskoczyli z czołgu i zaczęli obrzucać leśniczówkę granatami. Nie wiedzieć czemu, być może z braku pocisków - nie użyli czołgowego działa w tej walce. Rozgorzała więc strzelanina, którą Niemcy starali się przeciągnąć do czasu, aż zapadnie zmrok. Po czasie okazało się, iż w samej leśniczówce poległo 2 Niemców, w tym jeden został rozerwany, rzuconym przez Rosjan granatem. Również Rosjanie okupili bój o leśniczówkę w Stołężynie, śmiercią swego żołnierza oraz ranami dwóch innych. Niemcy zaś, gdy zapadł zmrok - zaczęli się chyłkiem wymykać z leśniczówki.

Dwójkę z nich jednak złapano i umieszczono w prowizorycznym, piwnicznym więzieniu, pod budynkiem dzisiejszej Apteki w Wapnie. Dla Rosjan nie było „zmiłuj się” – jeden z Niemców, jeszcze tej samej nocy popełnił samobójstwo, natomiast drugi z nich, został na drugi dzień rozstrzelany. Pozostała zaś ósemka niemieckich uciekinierów z leśniczówki, dotarła do Lęgniszewa. Tam ukryła się w stogu, jednakże na niewiele to się zdało, gdyż wkrótce zostali ujęci przez Rosjan i rozstrzelani. Polska zaś ofiara tej bitwy, Wincenty Ochocki, spoczął na cmentarzu w Srebrnej Górze, 29 stycznia 1945r.

Trumnę dla kolegi zrobił w kopalni soli, Bolesław Sikorski, wykładając ją ładnie wiórkami. Żona, Jadwiga wyścieliła zaś dodatkowo białym prześcieradłem. Pochowano go w niej, w polskim mundurze, z września 1939r.

Dzisiaj, z uczestników - boju o leśniczówkę, nie żyje już nikt. Jednakże pamięć o tamtych wydarzeniach, powraca wraz z szumem leśnych drzew spod leśniczówki w Stołężynie, które opowiadają przybyszom na ucho, tę niezwykłą historię, z nieodległej przecież przeszłości.

Zbigniew Grabowski



Komentarze


Zajrzyj tutaj

Piosenki

Czytaj także

Zacna Nuta

Nasi Przyjaciele

O Wapnie

O nas

Wapno.info

Portal tworzony z myślą o Tobie

Portal społecznościowy Wapno.info powstał z myślą o aktualnych i byłych mieszkańcach Wapna. Jest miejscem spotkań przyjaciół i znajomych oraz źródłem cennych informacji. Więcej...