Parcelacja majątków w Wapnie i w okolicy

07-07-2012
Budowa kuźni Franciszka Kobyłki-1938r Parcelacja

Chciałbym przybliżyć dziś wszystkim sprawy związane z parcelacjami, które odbyły się na naszych terenach w okresie międzywojennym a dotyczyły w szczególności ziemi majątkowej, będącej swego czasu we władaniu Wilhelma Klemki z Podolina oraz Egona Koernera ze Stołężyna. Byli oni posiadaczami znacznych, jak na ówczesne czasy obszarów ziemskich – majątków, w których pracowali okoliczni Polacy. Ten pierwszy był dziedzicem 521 ha gruntów, natomiast drugi z nich posiadał ich, aż 1.139 ha.

Przeludnienie agrarne, czyli nadmiar rąk do pracy było ogromnym problemem politycznym II Rzeczypospolitej Polskiej. Około 4-5 milionów ludzi pracujących w owym czasie w rolnictwie było na swój sposób, zbędnych. Ich odejście z tego sektora nie miałoby wpływu na rozwój produkcji rolnej. Trwały więc liczne strajki chłopskie. W sejmie polskim burzliwie debatowano nad rozwiązaniem tego problemu. Olbrzymie połacie ziemi znajdowały się w rękach nielicznych właścicieli. Przykładowo, 0,5% gospodarstw w Polsce o areale powyżej 100 tys. ha, stanowiło 30% wszystkich gruntów rolnych i 45% gruntów użytkowych. To musiało rodzić i rodziło konflikty. 2 mln. ludności polskiej wyjechało swego czasu za chlebem, aż poza granice kraju. Coraz częściej myślano więc o reformie rolnej i sposobach jej realizacji. Myślenie to nasiliło się zwłaszcza, gdy Armia Czerwona zaczęła się zbliżać do bram Warszawy. Aby przyciągnąć chłopów do wojska, sejm podejmuje decyzję o przymusowej parcelacji majątków o nadwyżce ziemi powyżej 180 ha.

Na Kresach Wschodnich oraz w Wielkopolsce miano rozparcelować nadwyżki ziemi powyżej 400 ha, natomiast w majątkach uprzemysłowionych, powyżej 700 ha. Właściciele parcelowanych majątków mieli otrzymać 50% ceny rynkowej parcelowanej ziemi. Chłopi mieli otrzymywać zaś tą ziemię na niskich kredytach, zaś inwalidzi wojenni za darmo. Dopuszczono nawet parcelację majątków kościelnych, gdyż w owym czasie Polska nie podpisała jeszcze konkordatu. Rozbieżność ustawy z obowiązująca konstytucją, wstrzymała jej realizację. Dopiero po uwzględnieniu niektórych poprawek, zgłoszonych dodatkowo przez senat, ustawa znalazła się ponownie w sejmie, gdzie uchwalono ją w ostatecznej postaci, 28 grudnia 1925r. Jest znana ogólnie jako ustawa rządu Władysława Grabskiego. Według postanowień ustawy, parcelacji podlegać miały majątki powyżej 180 ha, przy czym maksimum to podniesiono na Kresach Wschodnich do 300 ha, dla majątków uprzemysłowionych zaś, do 700 ha. Właściciel ziemski według tej ustawy, miał otrzymywać pełną cenę rynkową ziemi, natomiast zobowiązany był do dokonania parcelacji w ciągu 2 lat. Później, parcelacja następowała w trybie przymusowym, za pośrednictwem państwa i na mniej korzystnych warunkach. Państwo miało wykupić majątki według wartości oszacowanej przy podatku majątkowym, płacąc 20-50% gotówką. Pierwszeństwo przy nabywaniu ziemi majątkowej mieli w pierwszej kolejności robotnicy rolni, chłopi bezrolni i małorolni. Pierwsze dwie kategorie miały wpłacić początkowo 5%, małorolni zaś 10% wartości ziemi. Pozostałość zadłużenia po 5 latach wolnych od spłaty, została rozłożona na 40 lat , przy 6% oprocentowaniu. Roczna dobrowolna parcelacja miała objąć około 200 tys. ha rocznie. Reforma rolna zgodnie z ustawą, miała być realizowana w latach 1926 – 28.

W Wapnie, miejscowi górnicy myśl o parcelacji ziemi majątkowej Wilhelma Klemki z Podolina(właściciel od 13.03.1902r) podjęli już znacznie wcześniej. Sam Podolin był zaś dość specyficznym miejscem. Znajdowały się tam również gospodarstwa niemieckie pobudowane jeszcze przed I Wojną Światową. Wcielenie Wielkopolski do Polski w wyniku zrywu powstańczego sprawiło, iż wielu spośród Niemców opuściło Podolin, uciekając do Niemiec. Tak było przykładowo z Niemcami, Zemlerem czy też Demerem. Nie zdecydował się na taki krok kolejny z nich Szulc, przyjmując obywatelstwo polskie i pozostając w Podolinie. Opuszczone gospodarstwa poniemieckie, charakteryzujące się podobną zabudową przejęli z czasem w wyniku parcelacji Polacy, rodziny: Kubiszów, Fraszów czy też Czaplińskich. Zetknąłem się też z sugestią, iż postanowienia Traktatu Wersalskiego po I Wojnie Światowej nakazywały, aby Niemcy opuścili gospodarstwa pobudowane po roku 1907. Ci, którzy pobudowali się w Wielkopolsce wcześniej, mogli tutaj pozostać. Trudno mi się do tego odnieść, gdyż w swych poszukiwaniach nie natrafiłem na takie materiały. Sądzę, iż były to raczej świadome wybory Niemców o opuszczaniu swoich gospodarstw, po zwycięskim zrywie Wielkopolan, dającym im wolność. Powróćmy jednak do sprawy parcelacji majątku Wilhelma Klemki. Ziemia ta, najpewniej na mocy Traktatu Wersalskiego, przeszła na własność Skarbu Państwa i on też dokonał z czasem jej parcelacji.

W Wapnie zawiązano komitet parcelacyjny. W jego składzie znaleźli się między innymi: Józef Kubisz, Jan Klockowski oraz Władysław Waloch. Z czasem, ruszyła urzędnicza maszyna i rozpoczął się żmudny proces tworzenia tematycznej dokumentacji. Okręgowy Urząd Ziemski w Poznaniu, Wydział Urządzeń Rolnych – pismem z dnia 18 kwietnia 1925r. l.dz. 2895/25 informuje jedną z zainteresowanych parcelacją osób, Bronisławę Czajkowską z Wapna(mieszkała wtedy w słynnym wapieńskim „Piekle”), iż: została jej przyznana osada Nr.32 z parcelowanego majątku Podolin. W myśl powyższego wzywa się ją do wpłacenia na poczet ceny kupna, zaliczki w wysokości 75 zł do Państwowego Banku Rolnego w Warszawie, przez Pocztowa Kasę Oszczędnościową w miejscu lub w miejscowym Urzędzie Pocztowym i stawienia się biurze administracji majątku Podolin w dniu 21 kwietnia 1925r o godz.11,oo - celem spisania przedwstępnej umowy kupna – sprzedaży. Trzeba było zabrać ze sobą i przedłożyć we wskazanym dniu dowód wpłaty, gdyż nie wpłacenie gotówki było uważane za rezygnację z nabycia osady parceli. 5 maja 1925r. nabywca, tj. wspomniana Bronisława Czajkowska na mocy umowy przedwstępnej, staje się nabywcą wspomnianej wcześniej działki.

Procedury prawne musiały trwać zapewne jednak jeszcze wiele lat, gdyż dopiero 6 maja 1932 r. trafiamy na orzeczenie Okręgowego Urzędu Ziemskiego w Poznaniu ustalające przeniesienie prawa własności nieruchomości ziemskiej na rzecz wdowy Bronisławy Czajkowskiej o następującej treści: W myśl art. 61 ustawy z dnia 28.XII.1925r. Okręgowy Urząd Ziemski w Poznaniu wyznacza Bronisławę Czajkowską z Podolina jako nabywcę osady Nr.32 w Podolinie(dziś ul.Sportowa Nr w Wapnie), obszaru 1,13,74 ha składającej się z katastr. Nr.3 i 63 mapy 3 zapisanej w księdze gruntowej Podolin tom I wykaz L.33 Sadu Grodzkiego w Kcynii dotychczas na Skarb Państwa. Własność powyżej wymienionej nieruchomości nabywa p. Bronisława Czajkowska na następujących warunkach: Cenę nabycia powyżej wymienionej nieruchomości ustala się w kwocie 1.612 zł 84 gr. Na poczet ceny nabycia wpłacił już nabywca kwotę 265 zł. Pozostała reszta ceny nabycia w sumie 1347 zł 84 gr w myśl rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 5.XII.1927r zostaje nabywcy od dnia 1 stycznia 1933r. zakredytowaną. Dług ten , począwszy od dnia 1 stycznia 1933r oprocentowuje i umarza się w ten sposób, że dłużnik płacić będzie na rzecz Skarbu Państwa przez lat 41 za każde półrocze kalendarzowe 38,95 zł, czyli rocznie 77,90 zł. W sumie płatnej z powyższego tytułu w przeciągu roku mieści się 5% odsetek od każdorazowo niespłaconego długu, resztę zaś policza się na poczet umorzenia długu. Nadto dłużnik płacić będzie na rzecz Skarbu Państwa w wyżej określonym czasokresie 41 lat, począwszy również od 1 stycznia 1933r rocznie kwotę 13,10 zł, jako dodatek administracyjny. Orzeczenie niniejsze w zakresie wyznaczenia nabywcy p.Bronisławy Czajkowskiej z Podolina jest ostateczne. Podpisał Prezes Okręgowego Urzędu Ziemskiego w Poznaniu A. Naleszkiewicz(oryginalna pisownia). Tej treści orzeczenia otrzymali zapewne również inni nabywcy parcelowanych działek z majątku w Podolinie. Kim byli? Byłymi robotnikami rolnymi z majątku w Podolinie, górnikami z kopalni soli czy też może przybyszami z innych stron? Na to pytanie nie znam do końca odpowiedzi. To wiedzą zapewne najlepiej rodziny zainteresowanych, chociaż ta wiedza z racji upływu czasu, musi już być niepełną.

Podaję więc tylko nazwiska tych, którzy przed II wojną światową zajmowali przyznane w wyniku parcelacji tzw. osady. Na początek wieś Podolin: Stanisław Mazur, Maria Andrzejewska, Stanisław Łożyński, Andrzej Pawlak, Stanisław Mysłowiecki, Jan Pilarski, Jan Szuman, Kazimierz Sałata, Stanisław Frydrych, Michał Szczepański, Nikodem Sierszulski, Franciszek Matelski, Jan Cieślak, Jan Wiśniewski(Nowak), Kazimierz Rożek(Władysław Adamski), Franciszka Frasz, Feliks Gapiński, Michał Czapliński, Jan Frasz, Walerian Krainiak, Walenty Nowak, Jan Dobroniecki, Ignacy Łukasiewicz, Antoni Frydrych, Tomasz Synoracki, Antkowiak(kupił szkołę), Adam Sierszulski(Doberstein), Szczepan Sierszulski, Karol Szolc, Michał Biskup, Jan Kubisz, Franciszek Fortuniak, Bolesław Chosiński, Władysław Nowak, Jakub Nowicki(Kamiński), Jan Niewolak.

W Podolinie, obecnie ulica Sportowa mieszkali: Stanisław Wesołowski, Stanisław Nawrocki, Franciszek Malicki, Stanisław Preis, Wiktor Preis, Leon Powałowski, Józef Kubisz, Władysław Waloch, Edward Małachowski, Michał Wesołowski, Andrzej Przybylski, Bronisława Grochowska, Jan Walentowski, Jan Klockowski, Michał Czajkowski(po Bronisławie Czajkowskiej), Józef Kraszewski, Franciszek Dytczak, Henryk Smaruj, Helena Kozłowska, Władysław Kotyński, Władysław Chosiński, Franciszka Matuszewska, Władysław Berlik, Franciszek Nowakowski, Jan Mazur(dom w budowie), Michał Kląckowski, Jan Kruszka, Antoni Rakowicz, Sylwester Ziętkiewicz. Część Podolina, obecnie ulicę Podgórną zajmowali: Piotr Ciesielski, Paul Rosweld(w czasie wojny zmienił nazwisko na Rozenfeld), Józef Dominikowski, Walenty Pogodziński, Popek(Kujawski), Andrzej Wieczorek, Wacław Trempała. Działki przyznane wtedy w wyniku parcelacji, zwłaszcza te na obecnych ulicach Sportowej i Podgórnej, były o powierzchni niewiele większej niż 1 ha. Były jednak i większe, zwłaszcza te dotyczące wsi Podolin, które liczyły po 7 ha. Ogólna wielkość majątku Wilhelma Klemki wynosiła swego czasu 521 ha. Niemcy, w czasie II Wojny Światowej często łączyli w Podolinie 2 gospodarstwa w jedno, aby mieć większy areał uprawnej ziemi.

Przenieśmy się teraz na parcelowane tereny, będące swego czasu własnością Egona Koernera ze Stołężyna. Było, jak wspominałem już - właścicielem aż 1.139 ha gruntów. On również, decyduje się w wyniku reformy rolnej rządu Władysława Grabskiego z 28 grudnia 1925r na częściową sprzedaż swojej ziemi na rzecz, co bogatszych swoich robotników rolnych. Działki liczące od 1 – 1,5 ha nabyli po roku 1925 między innymi: Wawrzyniak, Dalka, Cieślik, Sikorski, Sarnowski, Straszewski czy też Frydrych. Stołężyn był zaś parcelowany potem jeszcze dwukrotnie. Po raz pierwszy w latach 1938 - 1939 wraz z Ruścem, który również stanowił majątek Egona Koernera oraz w okresie powojennym, gdy jako mienie poniemieckie(Egon Koerner w czasie wojny przyjął na powrót obywatelstwo niemieckie), przeszedł na własność Skarbu Państwa Polskiego. W roku 1946 w ramach reformy rolnej pozostały majątek rozparcelowano, przydzielając ziemię około 40 parcelantom, by z czasem założyć w Stołężynie w roku 1951, Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną. Powróćmy jednak ponownie do okresu międzywojennego.

W roku 1934 ministrem rolnictwa zostaje Juliusz Poniatowski. Rozpoczyna szeroko zakrojone działania na rzecz przyśpieszenia reformy rolnej. Tempo parcelacji rośnie, jednak przekracza zaledwie 100 tys. ha rocznie. Do roku 1939 rozparcelowano w Polsce 2,5 mln. ha ziemi. Pozostało jeszcze do rozparcelowania prawie drugie tyle, licząc nadwyżki przewidziane w ustawie. Nie wszyscy właściciele ziemscy chcieli parcelować swoje ziemie. Przykładowo, wojewoda poleski Kostek-Rogacki zagroził Poniatowskiemu, iż: zamknie go do ciupy, jeżeli pojawi się on na jego terenie. O ile na lata 1935-1939 zaplanowano podział 511 tys. ha, rozparcelowano jedynie 353 tys. ha i to głównie dzięki staraniom ministra Poniatowskiego, który zwiększył zasięg parcelacji gruntów państwowych. Piszę o tym, między innymi dlatego, iż rozparcelowane w owym czasie Nadborowo stanowiło w owym czasie majątek państwowy, którego administratorem był Łakiński, który jednocześnie był też senatorem. Krótko przed II wojną światową rozparcelowano również częściowo Żurawię oraz Turzyn, gdzie właścicielem był Niemiec Kuhn. W Suchoręczu zaś, ówczesny właściciel dokonywał parcelacji na własną rękę, nie patrząc na reformy rządowe. Miał do tego pełne prawo, gdyż ziemia była jego własnością.

Na naszych terenach rozparcelowano w roku 1938 cały Rusiec. W Stołężynie natomiast, parcelacja taka odbyła się w latach 1938 – 1939. W tym czasie dokonano rozparcelowania ziemi majątkowej Egona Koernera pod lasem oraz w kierunku Kcynii. Pod lasem parcelantom w roku 1938 przydzielono 16 działek. Otrzymali je: Józef Suława, Górski, Franciszek Gardas, Wawrzyniec Kocoń, Karol Cwajna, Knach, Antoni Kociołek, Andrzej Szatanik, Franciszek Słowiak, Tomasz Szymik, Edward Pawlicki, Jan Stark, Krzyżanowski, Pawlak, który zmarł w czasie wojny na tyfus, Klemens Kusz oraz bracia Antoni, Jan Sikory(mieszkali wspólnie). Waleria Kociołek z d. Gardas, wspominając tamte czasy mówi: Decyzje o przydziale działek w Stołężynie zapadały według mnie już w Żywcu, gdyż tam w ślad za informacjami w prasie o parcelacji ziemi z majątku Koernera w Wielkopolsce, dotarły również mapy parcelowanych terenów. Ludzie przyjeżdżając do Stołężyna, już wiedzieli, gdzie będą mieszkać. Ojciec wybrał sobie działkę pod lasem, gdyż znał z doświadczenia, iż mając las pod nosem, można jakoś przeżyć. Nie zdawał sobie jednak do końca sprawy z tego, iż lasy tutaj są, prywatną własnością. Wyruszyliśmy z Rycerki Dolnej i po tygodniu podróży w odkrytym wagonie, pociągu towarowego, dotarliśmy na miejsce. Wysiedliśmy na stacji w Wapnie, skąd dotarliśmy do Stołężyna. Był lipiec 1938r. Zamiast gospodarstwa, które miało już na nas czekać, zastaliśmy tylko plac budowy. Stała stodoła, do tego jeszcze bez dachu i rozpoczęte fundamenty przyszłego domu. Ojciec dogadał się za wódkę z majstrami, aby chociaż nad kurnikiem postawili nam dach nad głową, aby było się gdzie schronić. Były różne grypy majstrów, każda z nich stawiała, coś innego. Trzeba było, cierpliwie czekać, na swoją kolej. Z szaf zrobiliśmy na podwórku czworokąt, gdzieś obok rozpaliliśmy ognisko. Po wodę, bo i studni jeszcze wtedy nie było, trzeba było chodzić do leśniczówki Schmidta. Długo koczowaliśmy wtedy, jak Cyganie. Dopiero, 1 grudnia 1938r wprowadziliśmy się do swojego domu. Mniej więcej, od grudnia 1938r do lutego 1939r. był organizowany w szkole w Stołężynie, kurs rolniczy dla parcelantów przybyłych w te strony, osiadłych w Ruścu i w Stołężynie. Ojciec, po tym szkoleniu, stworzył na swojej działce kilka poletek doświadczalnych z nowymi odmianami roślin uprawnych. Czynili to również, inni z parcelantów. Po dwóch latach, 24 lipca 1940r. zostaliśmy stąd wysiedleni przez Niemców.

luty 1939r - kurs rolny dla parcelantów ze Stołężyna i Ruśca - szkoła w Stołężynie

W tym samym czasie działki, wspominane już przeze mnie parcele przy drodze wiodącej w kierunku Kcynii, otrzymali: Franciszek Pawlicki, Teofil Wróblewski, Alojzy Motyka, Michał Sporek, Jan Paciorek, Szudrowicz, Franciszek Juszczak, Jakub Kędziora, Walenty Karnikowski, Jan Kamiński(zmarł w czasie wojny na czerwonkę), Franciszek Pastor, Szczepan Kolasiński, Szymkowiak, Antoni Dutkiewicz, Wiśniewski, Edward Dutkiewicz oraz Jan Jung. W roku 1939 dokonano dalszej parcelacji ziemi, pochodzącej z majątku Koernera. Działki otrzymali wtedy: Władysław Walczak, Michał Michalski(zginął w czasie wojny), Olszewski, Feliks Wruk, Wincenty Stark, Werr, Maksymilian Zyng, Hejnicki czy też Konowalski. Różne było pochodzenie tych rodzin. Niektórzy byli miejscowi, związani z tą ziemią jeszcze poprzez pracę na majątku Koernera. Wielu jednak przybyło na te tereny z tzw. żywiecczyzny, czyli z Rajczy, Rycerki , Korbielowa, Ujsołów, Cyśca i innych miejscowości Beskidu Żywieckiego. Wyczytali w gazecie, iż będzie tutaj parcelacja. Przybyli gromadnie na rekonesans, podpisali stosowne umowy a potem powrócili już tutaj ze swoimi rodzinami. Zamienili piękne podgórskie tereny na nizinne krajobrazy Wielkopolski. Co ich do tego skłoniło? Przeludnienie małych rodzinnych gospodarstw u siebie, gdzie jedyną możliwością dorobienia była praca w lesie przy wywozie drewna, obietnice o lepszej ziemi w jednym kawałku, w dodatku zdecydowanie większym niż ten, co posiadali. Tutaj czekały na nich 9, 10 a nawet 13 ha gospodarstwa. Wyprzedali więc, to co mieli w swoich rodzinnych stronach i pociągami towarowymi dotarli na stację w Grocholinie, skąd był już tylko kawałek drogi do Stołężyna. W pierwszej kolejności stawiano tutaj parcelantom stodoły, potem chlewy zaś na końcu dopiero domy. Mieli z czasem spłacać zaciągnięte kredyty w przeliczeniu na wartość żyta. Nie zdążyli się nawet dobrze zasiedzieć, gdy nadeszła wojna. We wrześniu 1940r Niemcy wysiedlili większość parcelantów ze Stołężyna, w ich miejsce sprowadzając swoich ziomków. Dopiero po wojnie powrócili do Stołężyna z Lubelszczyzny, czy też z Mazur, gdzie byli wysiedleni. Prześledźmy może teraz, jak wyglądała taka parcelacja w Stołężynie na przykładzie pisma z dnia 26 maja 1939r. Nr.R.20/4/38, przesłanego Władysławowi Walczakowi przez Starostwo Powiatowe Wągrowieckie w sprawie nabycia ziemi z majątku Stołężyn. Oto jego treść: Starostwo Powiatowe zawiadamia, że zaprojektowało Pana jako kandydata na nabycie działki o obszarze około 12,5 ha z majątku Stołężyn. W związku z tym na poczet nabycia działki należy wpłacić w nieprzekraczalnym terminie 7 dni kwotę 1.200 zł do Państwowego Banku Rolnego, Oddział w Poznaniu za pośrednictwem załączonego czeku nadawczego P.K.O. nr.38561 na rachunek Funduszu Obrotowego Reformy Rolnej do dyspozycji Urzędu Wojewódzkiego Poznańskiego. Dowód wpłaty, tj. pokwitowany odcinek blankietu nadawczego należy przedłożyć lub nadesłać w terminie 7 dni, licząc od dnia doręczenia Panu niniejszego wezwania. Wpłata uskuteczniona po terminie może być nieprzyjęta z tym skutkiem, że Starostwo Powiatowe zarezerwowaną osadę dla Pana zadysponuje na rzecz innego nabywcy. Dokonanie wpłaty nie przesądza jeszcze obowiązku zatwierdzenia Pana przez Urząd Wojewódzki jako nabywcę osady. Za Starostę Powiatowego, Komisarz Ziemski - nazwisko nieczytelne...

Warto zwrócić uwagę na wysokość opłaty zaliczkowejj, którą trzeba było uiścić (1.200 zł). Krowa, kosztowała zaś w owym czasie 100 – 150 zł, 50 kg żyta = 7 zł. Nie wszystkich było stać na tak wysokie opłaty. Tylko tych, gdzie były liczne rodziny i na majątku pracowało kilka osób z kręgu tych rodzin. Swoją ziemię chciał mieć jednak każdy, więc różnymi sposobami zabiegano o pieniądze na należną wpłatę. Zarówno w Stołężynie, jak i w Ruścu, parcelacja była parcelacją rządową. Najpierw Skarb Państwa wykupił ziemię od Egona Koernera, aby później ją rozparcelować. W Ruścu rozparcelowano 35 działek, bez tzw. resztówki, którą nabył za gotówkę w kwocie 8.000 zł, Władysław Nowak. Pozostali nabywcy rusieckich działek spłacali je zaś w ratach. Na majątku w Ruścu pracowało 20 rodzin. Oprócz tego przyjeżdżali też do Ruśca robotnicy sezonowi z tzw. Kongresówki tj. spod Kalisza i Konina, około 25 osób na sezon, organizowani przez swojego przewodnika. Mieszkali w wydzielonym baraku przy czworakach w Ruścu. Parcelę mogli dostać tylko ci, którzy pracowali na tzw. ognarii. Sezonowi pracownicy nie podlegali więc parcelacji, podobnie jak nie dostali parceli również Niemcy.

Z Ruśca w owym czasie 6 osób nie dostało parceli, a 5 przeszło na parcele do Stołężyna: Franciszek i Edward Pawliccy, Jan Sikora, Jan Szymkowiak i Franciszek Juszczak. Z Ruśca parcele otrzymali: Józef Kędzierski, Władysław Światłowski, Wincenty Górny, Franciszek Kobyłka, Michał Pijanowski, Józef Częstochowski, Walenty Modrzejewski, Stanisław Górny oraz Władysław Sokołowski. Ze Stołężyna do Ruśca przyszli na parcele: Jan Kalka, Michał Bąkowski, Władysław Galwas, Franciszek Solecki, Józef Tonn, Władysław Szudrowicz, Wawrzyn Ratajewski, Michał Bednarek, Franciszek Ciesielski, i Stefan Ratajewski. Z zewnątrz przyszli: wspomniany już Władysław Nowak, Antoni Póślednik, Michał Kaczmarczyk, Kazimierz Koliński, Stefan Michalski, Edmund Lisewski oraz Kazimierz Kuchta.

10 parceli zostało przydzielonych, jeszcze w roku 1938 tzw. „powodzianom”. Należeli do nich: Józef Szczotka, Franciszek Bednarz, Józef Fułat, Józef Łasut, kolejny z Bednarzy, Józef, Franciszek Przeworek, Józef Kolonko,Karol Janik, Wojciech Piela oraz Piotr Twardysko. Ponadto, mieszkali już w Ruścu z czasów parcelacji, jeszcze po roku 1848: Roch Mężydło, Józef Wróblewski, Stanisław Romel oraz Franciszek Chełminiak. To najstarsze rodziny rusieckie, z których w Ruścu ostała się dziś jedynie rodzina Chełminiaków.

Gdy idzie zaś o Wapno – Zaolzie, chociaż w momencie parcelacji był to jeszcze Rusiec(do roku 1955), parcelacją objęto tam 51 rodzin. Jedna działka pozostała wolna, gdyż planowano tam postawić sklep spożywczy. Była to działka w sąsiedztwie Kazimierza Otto, dziś Mariana Frydrycha. Oto, właściciele działek, które objęto parcelacją: Kazimierz Smaruj, Jan Przybył, Franciszek Rochowiak, Władysław Szpajer, Stanisław Kubanek, Józef Pawlak, Wojciech Jakubiak, Andrzej Piechocki, Józef Świtalski, Andrzej Rochowiak, Jan Pietrzycki, Stefan Baranek, Jan Niespodziany, Władysław Pawlak, Piotr Dytczak, Antoni Lachotta, Jan Światowy, Józef Siwiak, Władysław Ryska, Jan Poznański, Jan Nowakowski, Wiktor Basiński, Jan Zieliński, Jan Wojciechowski, Ludwik Cholewiński, Stanisław Sakowski, Jan Wojciechowski, Wróblewski, Henryk Sawiński, Szczepan Szopiński, Paweł Wielgocki, Karol Hopek, Walenty Zmudziński, Jakub Popek, Stefan Śliwiński, Kazimierz Otto, Kaczor, Mikołaj Dytczak, , Wiśniewski, Wacław Kraiński, Stanisław Neumann, Ignacy Konowalski, Antoni Nowicki, Franciszek Kordek, Kazimierz Siwiak, Nikodem Szopiński, Wojciech Łochiński, Stanisław Przeciszewski, Wacław Madaj, Stanisław Zygmunt oraz Jan Łukowiak.

Niezwykle ciekawym zjawiskiem związanym z reformą rolną czasu międzywojennego jest sprawa tzw. „Poniatówek”, czyli gospodarstw przydzielanych przez rząd parcelowanym rodzinom. Na terenie naszej gminy(Stołężyn, Rusiec) nadal dostrzegamy sporo właśnie tego rodzaju zagród gospodarskich, stanowiących pozostałość po czasach reformy rolnej z lat 1938 – 1939. ”Poniatówki”, są to stylizowane na budownictwo góralskie, drewniane domy. Budowano je z gotowych elementów, które zazwyczaj dostarczano koleją z okolic Krakowa w oparciu o budulec, którym było drewno świerkowe. Ich nazwa pochodzi od nazwiska wspominanego już przeze mnie Juliusza Poniatowskiego, 6 - krotnego ministra rolnictwa w okresie międzywojennym, wielkiego orędownika reformy rolnej. Dzięki wysokiej jakości drewna świerkowego, jako budulca - domy wtedy budowane zachowały się po dziś dzień na naszych terenach w całkiem dobrym stanie i wiele spośród nich jest nadal zamieszkałych. Budynki te posiadają charakterystyczny łamany dach, tworzący malowniczy okap oraz piękny ganek. W każdym z nich znajdowało się 6 pomieszczeń: sień, kuchnia, dwa pokoje, niewielka spiżarnia oraz poddasze.. Oprócz domu mieszkalnego na terenie każdego gospodarstwa zbudowano również stodołę i oborę. Stodoła była z jednym klepiskiem oraz dwoma sąsiekami. Od strony podwórka obydwa sąsieki powiększono o obniżone przybudówki, pomiędzy którymi znajdowała się brama wjazdowa do stodoły. W obrębie zagrody znajdowała się też wykopana studnia, w dolnej części cembrowana zaś w górnej murowana. Była przykryta daszkiem karbowanym. Na podwórzu stał zazwyczaj gołębnik umieszczony na słupie. Gdy idzie zaś o obórkę, znajdowały się w niej 2 pomieszczenia do hodowli trzody. Dodatkowo w sąsiedztwie zagrody sadzono 50 – 60 owocowych drzewek, tworząc sad.

Poniatówka - Rusiec Jan Bednarz (sołtys)

Na zewnątrz znajdowała się też drewniana ubikacja. Jeśli ktoś myśli, iż gospodarstwa z „Poniatówkami” były tanie to jest w grubym błędzie. Aby zapłacić pierwsza ratę za to gospodarstwo, musiała się na nią składać zazwyczaj cała rodzina. Potem była 3-letnia przerwa w opłatach, zaś resztę rozkładano na 50 lat. Pierwsza wpłata za 5 ha gospodarstwo wynosiła 1.000 zł, natomiast za gospodarstwo 10 ha – 2.200 zł. Opłaty te, chociaż zbliżone do siebie, inaczej się kształtowały w różnych częściach kraju. Po II wojnie światowej zaległości w płaceniu za czas okupacji trzeba było nadpłacić oraz nie spłacać tak, jak było w założeniu przez 50 lat lecz już tylko przez 20 lat. Zaległości były zawsze przeliczane według wartości rynkowej żyta. Całkowita wartość domu wynosiła - 3.500 zł, stodoły – 21.500 zł, chlewu – 2.500 zł. Oprócz tego, trzeba było dopłacić za studnię 150 zł, czyli wartość jednej krowy. „Poniatówki” zasiedlała głównie ludność z przeludnionej Małopolski i takiej na naszych terenach jest sporo.

Jan Bednarz, rocznik 1928 – długoletni sołtys wsi Rusiec(1982-1999), przybyły tam w roku 1938 z Rycerek koło Rajczy, tak opisywał sprawy związane z parcelacją tej wsi w roku 1938: Gdy przybyliśmy do Ruśca w połowie lipca 1938r były już postawione fundamenty pod dom, stała już też stodoła i obora...no i zboża były do skoszenia. Przyjechaliśmy tutaj z różnych miejscowości. Ja z Rycerek, Twardysko z Juszczyny, inni z Rycerki Górnej, Ujsołów, Cyśca. Z Rycerek był jeszcze Słowiak, ale on dostał parcelę w Stołężynie. Z Rycerki Dolnej w Stołężynie byli Paciorek, Motyka czy też Sporek. Do Stołężyna spod Rajczy przyjechało tutaj 15 lub 16 rodzin. Mówili tutaj na nas „powodzianie” albo „chadziaje” chociaż w okolicy Rajczy czy też Rycerek nigdy powodzi nie było i raczej nie będzie, gdyż jest tam bardzo głębokie koryto. Stąd nazwa, którą nas tutaj określano nie jest właściwa. Ojciec w Rycerkach miał konia, kawałek pola z owsem i dla siebie ziemniaki. To było wszystko. Furmanił dodatkowo w lesie, wożąc z lasu drzewo na stację do Rajczy, gdzie było składowisko.W domu była 3 dzieci. Wszyscy, którzy otrzymali możliwość nabycia parceli w Ruścu, przybyli tutaj, aby obejrzeć ziemię, jeszcze na wiosnę 1938r. Gdy tu przybyliśmy, otrzymaliśmy przydział na 10,48 ha ziemi. Jako, że był czas żniw przez pierwszy rok zbieraliśmy plony w różnych miejscach według przydziału. Przykładowo, jęczmień mieliśmy na swojej działce, owies gdzieś pod lasem w Stołężynie, nie wiadomo na czyjej działce, zaś ziemniaki nad drogą. Dopiero po roku każdy obsiewał już na swoim, tak jak uważał. Ze sobą przywieźliśmy z Rycerek 2 konie i 2 wozy. Przyjechał z nami jeszcze dziadek i znajomy pomóc trochę w polu, gdyż po żniwach trzeba było orać i szalować ziemię. W żniwa kosili zboża kosami. Pomagali często jeden drugiemu. Maszynę do młócenia tzw. składankę miał tylko Władysław Nowak. Na pierwsza ratę spłaty kredytu miały wystarczyć 2 morgi buraków, które każdy z otrzymujących „Poniatówkę” tutaj siał. Parcelanci przybywali w różnych rzutach. Gdy my przybyliśmy tu jako jedni z pierwszych, byli już Przeworkowie. Sołtysem we wsi był wtedy Stanisław Romel. „Poniatówek” pobudowano w Ruścu 36 lub 37. Niektórzy np. Józef Szczotka, Franciszek Bednarz czy też Edmund Lisewski mieli domy z cegły. Takich pobudowano tutaj około dziesięciu. Do pobudowania tych domów użyto częściowo cegły z rozebranych w czasie parcelacji czworaków dworskich. Robiła to firma, która stawiała też „poniatówki”. Ekipa budująca miała do swojej dyspozycji furmana z Juncewa, który woził piasek z piaśnicy oraz inne materiały budowlane. Jeździł też do Gołańczy na tartak po drzewo. Przy drodze na „huby”, za stacją w kierunku Włodzimierzewa, około 100 m od drogi głównej do Dziewierzewa był postawiony, ni to tartak, ni to stolarnia. Tam robili drzwi, okna i szereg innych prac związanych z „Poniatówkami”. Stał tam, między innymi motor spalinowy oraz dwie piły. „Poniatówkę”, czyli dom mieszkalny firma stawiała w ciągu jednego dnia. Była wytynkowana też w środku za wyjątkiem sufitu, za który trzeba było osobno płacić. W firnie pracowało coś około 100 pracowników. Niektórzy dojeżdżali do pracy rowerami z okolicy. Rano gdy jechali, jedni byli jeszcze koło Nowaka, zaś inni przy stacji kolejowej, tak długi był sznur tych rowerzystów na ścieżce. Ludzie jechali ścieżką, która wiodła wzdłuż „szynek” - rozstawianych na czas żniw buraczanych torów kolejowych z majątku w Stołężynie do stacji kolejowej w Ruścu.. „Szynki” szły również wzdłuż drogi, którą nie szło jeździć, gdyż była aż gruba od błota. Ci, co nie dojeżdżali do pracy nocowali u Władysława Nowaka. Mieli tam kucharkę, która gotowała im jedzenie. Ojciec pomagał zwozić materiały budowlane z Gołańczy swoim transportem konnym. Miał to mieć w jakiś sposób odliczone w kosztach. Pierwszą postawioną „poniatówką” była właśnie ta, mojego ojca Józefa, później zaś Franciszka Kobyłki. Stoją one w Ruścu, po dzień dzisiejszy.

Jakby na potwierdzenie słów Jana Bednarza, iż „Poniatówki” w Ruścu budowali nie tylko ludzie z naszych okolic, lecz również fachowcy przybyli tutaj z całej ówczesnej Wielkopolski jawi się znalezisko, którego dokonał podczas remontu domu potomek rodziny Kobyłków, Stanisław Kobyłka. We framudze starych drzwi znalazł wbity klin z drzewa a na nim wyryte słowa, iż dom ten budowali w roku 1938 stolarze z powiatu kościańskiego: Erich Langner, Alfred Langner oraz Bronisław Urbańczak. Byli to oczywiście tylko nieliczni z całej grupy stawiającej „Poniatówkę”, gdyż liczyła ona często 15 i więcej osób. Kończąc dziś ten rozdział wapieńskiej historii, związany z parcelacją majątków ziemskich Wilhelma Klemki z Podolina oraz Egona Koernera ze Stołężyna pragnę zauważyć, iż parcelacje okolicznej ziemi były również w okresie powojennym, jednak o tym to już może przy innej okazji.

Zbigniew Grabowski



Komentarze






anonim na Wapno.info

11:52 04-12-2014

świetny tekst, jestem pod wrażeniem dociekliwości i wytrwałości autora. wielka szkoda, że nie doszukałam się więcej informacjo o moich przodkach. Jak dla mnie artykuł mocno przybliża tamten czas i uświadamia wiele niepojętych kwestii. Pozdrawiam autora Magdalena K.


anonim na Wapno.info

17:26 29-12-2013

czy ktoś wie czy na tym zdjęciu na którym jest kurs rolny dla parcelantów ze Stołężyna i Ruśca jest Wiktor Baśinski


anonim na Wapno.info

09:51 07-11-2013

SUPER TEKST


anonim na Wapno.info

23:31 14-06-2013

Witam. W Podolinie mieszkał mój pra dziadek i tam urodziła sie moje babcia. Pra dziadek pracował w kopalini. Umarł w 1930-1932 roku. Mam sporo zdjec z kopalni z tamtego czasu. Nie moge jednak odnaleść nic o moim pra dziadku.


anonim na Wapno.info

03:33 13-10-2012

Ciekawy tekst odnośnie domu tzw. Poniatówka, sam mieszkam w takim domu w pow. kościerskim


anonim na Wapno.info

16:34 29-08-2012

Pozdrowienia z Gdanska dla autora i milosnika historii lokalnej!Przy dawnej granicy z Wolnym Miastem Gdanskiem po polskiej stronie jest jeszcze sporo tych Poniatowek (sa z lat 1936-38)i wygladaja tak jak na stronie o Wapnie(zdjecie)


anonim na Wapno.info

19:30 13-07-2012

Panu Zbyszkowi serdecznie dziękuję za ciekawy artykuł o historii parcelacji w mych rodzinnych stronach. Z przyjemnością czytam Pana artykuły o historii miejsc mego dzieciństwa. Czekam na następne. Serdecznie pozdrawiam


anonim na Wapno.info

22:16 12-07-2012

No cóż , anonimowi się nić nie podoba bo to taki gatunek który potrafi tylko pierdzieć w stołek i narzekać . Sam pewnie nić nigdy nie zrobił a może zbyt dużo tekstu a zbyt mało obrazków . ps . właśnie pokazałem koledze ten artykuł- był pod wrażeniem Zbyszka pióra i szczegółów przekazu . Pozdrawiam :)


anonim na Wapno.info

21:53 12-07-2012

Zamieściliśmy twój komentarz. Pamiętaj jednak, że autor tekstu włożył w niego wiele czasu i pracy i podpisał się pod nim imieniem i nazwiskiem. Jeżeli chcesz więc krytykować powiedz kulturalnie co dokładnie ci się nie podoba i dlaczego.


anonim na Wapno.info

21:02 12-07-2012

a mi sie nie podoba i prosze to przepuścić przez cenzurę


anonim na Wapno.info

12:53 11-07-2012

Historia, historia... aż niewiarygodne wydaje się, że na naszych ziemiach działy się rzeczy, o których można przeczytać w podręcznikach. Do pana Zbyszka mam dwa pytania. Po pierwsze skąd wziął materiały do tego tekstu, zwłaszcza takie szczegóły jak imiona i nazwiska? Po drugie czy sądzi pan, że Wapno i okolice inaczej by wyglądały dzisiaj, gdyby nie doszło do parcelacji? Jeżeli tak to jak? Gratuluję wiedzy i pozdrawiam, Dociekliwy


anonim na Wapno.info

18:19 10-07-2012

Świetnie opisane . Jak zwykle Zbyszek zrobił kawał roboty . Wreszcie dowiedziałem się prawdziwej historii "Poniatówek : a sam takową posiadam


Zajrzyj tutaj

Piosenki

Czytaj także

Zacna Nuta

Nasi Przyjaciele

O Wapnie

O nas

Wapno.info

Portal tworzony z myślą o Tobie

Portal społecznościowy Wapno.info powstał z myślą o aktualnych i byłych mieszkańcach Wapna. Jest miejscem spotkań przyjaciół i znajomych oraz źródłem cennych informacji. Więcej...